Zaabonuj przez email

Wpisz majl:

Dostarcza: FeedBurner

Tłumacz/ Translate

dailyvideo

Kilka słów o gospodarce miasta w kontekście procesów kurczenia się miast



Czy ktoś dba o rozwój zielonogórskiej gospodarki? A może „rozwój” to w naszym wypadku słowo-atrapa, mające zwieść nie dość uważnych obserwatorów rzeczywistości? Patrząc bowiem na to, jak dba się rozwój gospodarczy miasta, wypada zacząć się pakować i szukać miejsca gdzie indziej, albo rwać włosy z głowy, jeśli zainwestowaliśmy tu zbyt wiele. Nie liczmy bowiem na świetlaną przyszłość. Zielona Góra z pewnością będzie miastem stagnacji i szybko stanie się shrinking city, jeśli to, co dzieje się dotychczas, będzie trwać dalej.
 

Park przemysłowy

Gospodarka Zielonej Góry jest zorientowana na zły rodzaj przemysłu. Dominują sunset industries- branże schodzące z rynku, znajdujące się w fazie stagnacji lub wręcz zwoju. W odróżnieniu od Gorzowa, gdzie działa 39 podmiotów sektora wysokich technologii (co stanowi ponad połowę liczby tych podmiotów na terenie województwa), w Zielonej Górze takich podmiotów jest tylko 11- tyle wynika z jednej z analiz prof. Fica z Uniwersytetu Zielonogórskiego.

I nikt nie przeciwdziała temu problemowi. Miasto Zielona Góra dotychczas nie stworzyło kolejnego Parku Przemysłowego albo Parku Biznesowego- specjalnych obszarów z odpowiednią infrastrukturą, umożliwiających lokowanie tam zakładów przemysłowych przez inwestorów. Takie nowe tereny dopiero powstają. Miasto nie ma żadnych ofert dla wielkich producentów i nie stara się przyciągnąć żadnych nowych podmiotów, nie mając nawet gdzie ich ulokować. Dopiero gdy na inwestorów będą czekały tereny inwestycyjne wraz z pełną infrastrukturą, wówczas będzie można powiedzieć że jest dobrze.

Analizując ofertę dla inwestorów na stronach www Urzędu Miejskiego stwierdzić można, iż zwykle wolne tereny inwestycyjne w mieście są własnością prywatną i mają raczej wygórowane ceny. Miasto nie oferuje wielkim inwestorom nic za wyjątkiem publikacji ofert od prywatnych właścicieli niewielkich działek, na ogół zresztą nieuzbrojonych i położonych w odludnych, oddalonych od  centrów aktywności gospodarczej miejscach, a do nich jest skrajnie trudny. Jak więc można liczyć na pojawienie się nowych podmiotów w Winnym Grodzie?

Centrum

Weźmy na tapetę inny przykład: centrum miasta. W Zielonej Górze starówka to mieszkania socjalne oraz słaba, mała oferta kulturalna w porównaniu do centrów innych miast Polski. Nieliczne puby powstały na ogół jedynie tam, gdzie właścicielem budynków nie było miasto, albo gdzie w kamienicach nie mieściły się mieszkania prywatne. Przy reprezentacyjnym deptaku, zamiast przynoszących dochód sklepów upchnięto biura partyjne, przedszkole (sic!), szkołę muzyczną, i nader liczne mieszkania socjalne. Przynoszący zyski handel został zepchnięty na margines, nie wspominając o pubach i restauracjach, z reguły bardzo dokuczliwych dla okolicznych mieszkańców. Zielonogórski rynek to zaledwie kilka pubów, podczas gdy np. w Krakowie, Wrocławiu lub małym Rzeszowie jest to plac pełen tętniących życiem lokali. Dlaczego?

Gdy tylko przyjrzymy się strukturze własności, wszystko będzie jasne. Domy w tych tętniących życiem miejscach są na ogół prywatne, i właściciel może je użytkować w dowolny przynoszący największe zyski sposób, bez obawy że jego właśni lokatorzy będą słać skargi na swojego landlorda. Sprywatyzowana starówka tętni życiem nocnym i przyciąga kolejne inwestycje, a starówka socjalna tętni nudą i bezrobociem. Z czasem stanie się zwykłym, nieco starodawnym osiedlem bez żadnej funkcji centralnej, jak to ma miejsce w pobliskim Cottbus, gdzie „spokojna starość” całkowicie wygrała z funkcją rozrywkową.

Komunikacyjna spirala

Polityka mieszkaniowa, każąca w centrach miast tworzyć domy spokojnej starości zamiast dzielnic rozrywki, w Zielonej Górze jest zestawiona z archaiczną polityką transportową. Władze tym problemom nie są w stanie zaradzić, czego przykładem są rozmaite urzędowe dokumenty. Miejska strategia transportowa to dzieło słabe.

Voting by feet

Voting by feet- głosowanie nogami było zawsze najodpowiedniejsza bronią przeciwko ewidentnej nieudolności władz różnych regionów. Najłatwiej jest się wynieść młodym, którzy zainwestowali najmniej i zostając tam, gdzie nic się nie dzieje, tracą relatywnie najwięcej. I to właśnie młodzi najszybciej emigrują z naszego miasta, nie mogąc znaleźć dla siebie nic atrakcyjnego. I trudno się im dziwić- wszak o nich ewidentnie nie pomyślano. 

Lokatorzy mieszkań socjalnych w kamienicach mieszczących knajpy narzekają na hałas, wobec czego właściciele lokali nie mogą urządzać głośnych imprez- takie relacje usłyszałem od wielu znajomych właścicieli pubów i barów, którzy, ograniczani niemożnością zaoferowania rozrywki, musieli je zamknąć bądź ograniczyć działalność. Każdy ma prawo do życia, tylko że otwartym pozostaje pytanie: „za co”. W momencie gdy interes starszych pokoleń przeważa nad przyszłością miasta, to wypadałoby zapytać: kto tu rządzi? A może naczelnym interesem rządzących jest zapewnienie mieszkańcom spokojnej starości?

Shrinking cities

Shrinking cities to kurczące się miasta, zorientowane na nieaktualne trendy, niekiedy zarządzane przez nie mających kontaktu z rzeczywistością decydentów, otoczonych gromadą nieprofesjonalnych doradców-oszołomów. W momencie gdy miasto opuszczają młodzi i staje się ono zdominowane przez ludzi starych, wówczas ci starają się promować swoje partykularne interesy (głównie „spokojną starość”) zaniedbując wszystko inne. Miasta staczają się w dół drabiny demograficznej.

A przykłady czają się już bardzo blisko. Już 50 km na zachód, pustką świeci Guben, ongiś liczący 35 tysięcy mieszkańców, dziś liczy już tylko 26 tys. Musiano burzyć całe blokowiska. Nawet Frankfurt nad Odrą, który sprzeciwił się temu trendowi lokując u siebie Uniwersytet Viadrina, który szybko stał się sprężyną napędzającą miasto, dziś burzy bloki nawet przy moście granicznym, a z dawnych 86 tys. frankfurtczyków zostało ich ledwie sześćdziesiątjeden tysięcy. Im dalej na wschód, tym gorzej. Przeraża przykład Hoyerswerdy, miasta gdzie wieżowce kładły się jak klocki domina- jeden za drugim, a co najmniej 1/6 mieszkańców po prostu się wyprowadziło. Kiedy ten trend uwiądu sięgnie Winnego Grodu, na taki los „ciężko” pracującego?

Niech każdy głosuje

Wiem że w Zielonej Górze niewiele się zmieni i nie zatrzymuję tych spośród mych znajomych, którzy zdecydowali się wyprowadzić, w akcie desperacji głosując nogami przeciwko nudzie, pustce kulturalnej i ekonomicznej. Decydenci zareagują dopiero widząc efekty swych działań właśnie przez odpływ ludności, przez kurczące się słupki w tabelach, malejące podatki i wydatki.

Zmiany są możliwe, czego przykładem jest nawet polityka Frankfurtu nad Odrą, fundującego nagrody pieniężne wszystkim młodym studentom, którzy na miejsce zamieszkania i nauki wybrali właśnie to miasto. Oczywiście, nauka twardych praw rynku nieco potrwa i może dość przerzedzić populację młodzieży w mieście, ale być może pewnego dnia władze zaczną liczyć ubytki i zatęsknią za młodymi, czyli de facto za przyszłością. Ale do tego czasu w Zielonej Górze raczej nie będzie młodym czego szukać.

Posted by Adam Phoo on 07:35. Filed under . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0

0 komentarze for Kilka słów o gospodarce miasta w kontekście procesów kurczenia się miast

Leave comment

Ostatnie doniesienia

Ostatnie komentarze

Galeria zdjęć